Pisanie po śladzie u czterolatka. Kiedy to jeszcze za wcześnie
Co roku we wrześniu słyszę to samo pytanie w szatni: "Pani Beato, a kiedy oni zaczną pisać literki?". Zwykle zadaje je rodzic, którego starsze dziecko w zerówce przynosi już zeszyt z pierwszymi szlaczkami. Rozumiem, skąd to się bierze. Ale czterolatek, który jeszcze trzyma kredkę w pięści, nie potrzebuje literek. Potrzebuje czasu i dużych śladów.
Najpierw patrzę na chwyt
Przez pierwsze dwa tygodnie września prawie nic nie poprawiam, tylko obserwuję. Zapisuję sobie, jak kto trzyma kredkę. W mojej obecnej grupie mniej więcej połowa dzieci trzyma ją całą dłonią, czubkiem w dół, jak łyżkę do zupy. Kilkoro ma już chwyt trzema palcami, choć jeszcze sztywny, z palcami zbielałymi od ściskania.
To normalne dla tego wieku. Chwyt dojrzewa razem z ręką, a ręka czterolatka ma przed sobą jeszcze sporo pracy. Nie jestem terapeutką integracji sensorycznej ani fizjoterapeutką. Jeśli coś mnie niepokoi, na przykład dziecko w ogóle nie chce brać niczego do ręki albo szybko się męczy przy każdym ruchu, mówię o tym rodzicom i odsyłam do specjalisty.
Co daję zamiast literek
Ślady, ale szerokie. Pierwsze karty po śladzie w mojej grupie to pasy szerokości dwóch palców, a nie cienkie kreski:
- pionowe "deszcz pada z chmury na ziemię",
- poziome "autko jedzie do garażu",
- łuki i fale "żabka skacze po kamieniach",
- na końcu ślimak, czyli spirala od środka.
Kierunek zawsze od góry do dołu i od lewej do prawej. Pilnuję tego od początku, bo potem trudno oduczyć.
Druga rzecz to kredki. Mam w sali pudełko połamanych kawałków, krótszych niż 4 cm. Krótką kredką nie da się trzymać w pięści, palce same układają się w szczyptę. Dzieci myślą, że dostały "zepsute", a ja się cieszę, bo nie muszę nic tłumaczyć.
Gdzie się pomyliłam
Kilka lat temu, przed zajęciami otwartymi w listopadzie, uległam presji. Kilkoro rodziców pytało o literki, dyrekcja chciała "pokazać efekty", więc przygotowałam kartę z literą A do obwiedzenia po kropkach. Ładna, kolorowa, z arbuzem w rogu.
Wyszło fatalnie.
Dzieci wodziły po kropkach, jak umiały, połowa od dołu do góry, kilkoro z kredką w pięści tak mocno, że kartka się darła. Dwoje się rozpłakało przy rodzicach. Najgorsze przyszło potem: przez kolejne tygodnie musiałam oduczać tego, czego sama je nauczyłam, bo "A" rysowane od dołu wracało w każdym szlaczku.
Od tamtej pory na zajęciach otwartych pokazuję rozgrzewkę dłoni i szerokie ślady. Rodzicom tłumaczę wprost, że literki przyjdą w zerówce i że wtedy pójdą szybciej, jeśli ręka będzie gotowa.
Ile to trwa
U mnie praca przy kartce z czterolatkami to 10-15 minut, nie więcej. Po tym czasie kreska robi się coraz bardziej krzywa, a dzieci zaczynają się wiercić. Lepiej skończyć, zanim ktoś zdąży się zniechęcić. Kartę, która nie wyszła, odkładamy i wracamy do niej w czwartek.
Co mówię rodzicom w szatni
Że domowe ćwiczenia nie muszą wyglądać jak szkoła. Lepienie pierogów z babcią, przewlekanie makaronu na sznurek, wieszanie prania na klamerki, rysowanie patykiem na piasku. To wszystko ćwiczy te same palce, które za rok będą pisać. A jeśli dziecko samo prosi o literki, niech pisze, byle bez poprawiania każdej kreski.
Tę rozmowę prowadzę co wrzesień kilkanaście razy. I co wrzesień przypominam sobie, że rodzic pyta z troski, a nie po to, żeby mnie sprawdzić.
